Biografia
Dick Shawn (1 grudnia 1923-17 kwietnia 1987) był amerykańskim aktorem. Większość twierdzi, że znacznie wyprzedzał swoje czasy. Rzeczywiście niezwykle trudno było właściwie wykorzystać eklektyczne talenty tego człowieka. Shawn zaczął stopniowo zbliżać się do czołówki artystów be-bopu w latach 50. i na początku 60. dzięki swojej dziwnej skłonności do grania fajnych kotów. Podczas swoich łagodnych prób zdobycia sławy filmowej był czołowym, wyluzowanym dżinem w całkowicie ponurej satyrze Czarnoksiężnik z Bagdadu (1960), ale wydawało się, że ma więcej szczęścia, gdy jest przyjmowany w mniejszych dawkach. Całkiem nieźle poradził sobie z innym komikiem z „wylotu”, Erniem Kovacsem, w Obudź mnie, kiedy to się skończy (1960) jako naganiany żołnierz chcący zarobić na Dalekim Wschodzie. Plusem jest także to, że zastąpił Zero Mostela w sprośnym musicalu „A Funny Thing Happened on the Way to the Forum” na Broadwayu i ukradł małą scenę w gwiazdorskiej epickiej komedii It's a Mad Mad Mad Mad World (1963). Zdecydowanie jedyną rolą, która całkowicie przyćmiewa całą jego inną ciężką pracę, jest kpiąca kreacja śpiewającego Adolfa Hitlera w filmie Producenci (1968). W filmie, w którym Mostel i Gene Wilder wcielili się w rolę dwóch oszustów celowo produkujących sceniczną „bombę” zatytułowaną „Springtime for Hitler”, Shawn zaśpiewał tandetną, absurdalnie narcystyczną piosenkę „Love Power”. Film w końcu uchwycił Shawna w jego żywiole, ale ten genialny pomysł dopasowania aktora do roli już nigdy mu się nie powtórzył. W większości jego role wypadły gładko i tandetnie, a do tego tkwiły w przeciętnym materiale. Shawn zdobył jednak ogromną rzeszę fanów, występując w jednoosobowych przedstawieniach scenicznych, które zawierały dziwną mieszankę piosenek, skeczy, satyry, filozofii, a nawet pantomimy. Bystry, innowacyjny dowcip, jeden z jego najlepszych występów w trasie został nazwany „Drugim największym artystą estradowym na świecie”. Podczas przerwy w przedstawieniu Shawn przez cały czas wyraźnie leżał na podłodze sceny, nieruchomo. Dziwnym zbiegiem okoliczności Shawn występował na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego w 1987 roku, kiedy nagle upadł na scenę podczas jednej ze swoich gadek o Holokauście. Publiczność oczywiście się roześmiała, myśląc, że to tylko część jego dziwnego dowcipu. W rzeczywistości 63-letni żonaty aktor z czwórką dzieci doznał śmiertelnego zawału serca. Niezaskakujący koniec tej całkowicie niecodziennej i intrygującej osobowości.